Wpłaty na leczenie chłopców prosimy kierować na konto Fundacji

Alior Bank
42 2490 0005 0000 4600 7549 3994
Tytułem:
21323 - Petelczyc Jacek lub 21324 Petelczyc Kacper
- darowizna na pomoc i ochronę zdrowia

Przekaż 1% podatku

W formularzu PIT wpisz numer:
KRS 0000037904

W rubryce „Informacje uzupełniające - cel szczegółowy 1%” podaj:
21323 Petelczyc Jacek

lub

21324 Petelczyc Kacper

Szanowni Darczyńcy, prosimy o zaznaczenie w zeznaniu podatkowym pola „Wyrażam zgodę”.

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wycieczka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wycieczka. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 31 października 2016

Turnus i autobus

Na turnusie co prawda byliśmy dwa miesiące temu, ale z powodu moich zaległości w pisaniu napiszę teraz .
Pojechaliśmy nad nasze polskie morze pod koniec sierpnia, pogoda była piękna , można śmiało napisać, że nam się udało , gdyż " miastowi" twierdzili , że to pierwszy tydzień w którym ani razu nie padał deszcz ;-) .
Zakochani w morzu jesteśmy od dawna, ale tym razem było wyjątkowo pięknie.
Korzystaliśmy ze wszystkiego co było nam dane, kąpiele w morzu, rowerki, zwiedzanie, masaże , rehabilitacje, tenis, siatkówka, i  basen w hotelu , w naszym przypadku to podstawa.
Nie pojedziemy na wakacje, ani turnus jeśli w hotelu nie ma basenu. W razie niepogody, lub już wykończenia rodziców, chłopcy zawsze mogą korzystać z pływania , ile tylko potrzebują, a jak wiadomo rodzice nie są ze skały i w naszym przypadku średnio po siedmiu dniach jesteśmy wykończeni ;-).
Turnus przebiegł nam super, z roku na rok jest z chłopcami coraz łatwiej, choć w sumie Jacek jest już na tyle samodzielny , że potrafi się odnaleźć w każdej sytuacji.
Co do starszego z braci to facet jest zdecydowanie jednorazowym wydaniem.
Od początku wakacji jeździ autobusem , do dziadków. Pierwsze wyjazdy były dla matki dość stresujące, i musiałam autem jechać za autobusem  ( oczywiście tak żeby wielmożny Jacek mnie nie zauważy, bo zaraz były nerwy, krzyki i
kłótnie ) . Widziałam jak wsiada do autobusu i bocznymi ulicami docierałam pierwsza na miejsce, aby z ukrycia obserwować jego pieszą wędrówkę do klatki dziadków.
Wszystko na szczęście przebiega bardzo sprawnie. Nie muszę już śledzić pierworodnego, bo sam się melduje, gdzie jest , co robi i czy dotarł. ;-)
Ostatni miesiąc codziennie między godziną 16 a 17, Jacek ubiera swoją nerkę, w której obowiązkowo ma legitymację, oraz zaświadczenie, że jeździ za darmo, stanie przed nami, robiąc maślane oczka i prosi aby samochodem zawieść go na pętle, aby ten mógł sam wrócić do domu.
I tak jeździmy codziennie , tam i z powrotem ;-)


Czy to autobusy, czy turnusy i inne wycieczki, w tle i tak zawsze są ..... ryby!
Na każdy wyjazd koniecznie zabieramy wędki, wspomnę tylko, że sprzęt do łowienia ma już cała nasza rodzinka.
Tak, tak , mama też łowi, i skromnie mówiąc całkiem nieźle mi idzie. Ostatnią sobotę na łowisku byłam sama z chłopcami, bo tata musiał być w pracy , i ogarnęłam sytuację. Żadna ryba nie ucierpiała ;-). Tak więc zostaliśmy zapalonymi wędkarzami.
W ostatnim poście przedstawiłam plan zajęć chłopców na ten rok, jak sami widzieliście mało tego nie ma, więc codziennie ciężko pracujemy już od 7:00.


Na koniec jeszcze chciałabym podziękować wszystkim, którzy przekazali 1% podatku na leczenie i rehabilitację chłopców.
To jak chłopcy dziś funkcjonują to w wielkiej mierze również Wasza zasługa.
Nie byłoby nas w tym miejscu co jesteśmy, gdyby nie te pieniążki.
To dzięki nim możemy ciągle rozwijać sprawność intelektualną braci Petelczyc.
Jeszcze raz Wielkie Dzięki :-)
I nie zapomnijcie o nas również w przyszłym roku :-*

sobota, 12 września 2015

Nowe próby, nowe szczyty

Trochę nas tu nie było, ale to za sprawą bardzo długich wakacji, chłopcy pierwszy raz w życiu,  mogli odpocząć od szkoły, praktycznie całe dwa miesiące.
Trochę się tego obawiałam, brak zajęć rehabilitacyjnych, troszkę mniej dyscypliny, bo chłopcy odpoczywali raz u jednej , raz u drugiej babci, a wszyscy doskonale wiemy jaka to " instytucja" ;-).
Okazało się jednak, że wyszło nam to wszystkim na dobre. Panowie wypoczęli.
Pod koniec sierpnia, już odliczali dni powrotu do szkoły.
Odpoczywaliśmy w górach, gdzie bracia zdobywali szczyty, tu również były obawy, jak dadzą sobie radę, bez marudzenia się nie obeszło, ale weszli na niejedną górę.
W domu dołożyliśmy im trochę obowiązków, choć 
 co do ich samodzielności, nie mamy żadnych zastrzeżeń. Chłopcy potrafią zrobić już prawie wszystko, w szczególności Jacek radzi sobie świetnie. 
Ostatnio nawet sam wymyśla sobie śniadania, które również sam przyrządza. Między innymi serek danio, z rozgniecionym bananem i płatkami owsianymi. 
Także jest dobrze ;-)



Jest już wrzesień, więc wróciliśmy do szkoły ;-)
Pierwszy tydzień w ośrodku minął nam bardzo spokojnie. Jacek zaczął już cykl 10 zabiegów fizykoterapii, oraz został zakwalifikowany do zabiegów takich jak:
- bioptron,
-  zabiegi aquavibron
- masaż suchy
- ciepłe okłady zelowe
- kinesiotaping
Jak na początek to chyba wystarczy, choć dla Jacka najlepszą rehabilitacją i tak są wyjazdy do Medjugorie. To one dają mu takiego power-a , że po powrocie Go nie poznaję ( oczywiście w dobrym znaczeniu tego słowa)
A żeby było zabawniej , to starszy z braci wczoraj na pielgrzymkę wyjechał, wraca w przyszłą sobotę. 
Do w/w wyjazdu przygotowywał się od miesiąca, szkoda, że nie mogę Wam pokazać jak on się cieszył, jak przeżywał, i jak próbował nam wytłumaczyć, co tam będzie robił.
Zrobił się z Niego już taki facet, który zaczyna mieć swoje zdanie, który chce aby traktowano Go jak dorosłego, ale o tym wkrótce napiszę.
Ten tydzień będzie tylko dla Kacpra, więc następny post o Jego poczynaniach.
Teraz wracamy na hipoterapię, i oczywiście basen, choć od tego drugiego w ogóle nie odpoczywamy, pływamy praktycznie dziennie.
Tyle u nas, wkrótce wyruszymy na turnus rehabilitacyjny, gdzie będziemy ostro ćwiczyć. 
Pozdrawiamy Was wszystkich :-*
Udanego weekendu.


środa, 8 lipca 2015

Zakończenie

Wiem, że już tydzień wakacji za nami, ale mamy małe zaległości, które spróbujemy nadrobić. 
Zacznę od tego, że Jacek wrócił z pielgrzymki, cały i zdrowy, do tego szczęśliwy jak mało kto.  Nie zdążył jednak na uroczyste zakończenie roku szkolnego, w Ośrodku, czyli ostatniego dnia czerwca.

Rok szkolny zakończył się  Mszą Świętą. 
Chłopcy z kolegami i koleżankami zostali nagrodzeni za cały rok ciężkich ćwiczeń i rehabilitacji. Otrzymali dyplomy, podziękowania i oczywiście  świadectwa.
A tak minął nam ten piękny długo oczekiwany dzień.




W nagrodę, za piękne świadectwa pojechaliśmy z chłopcami do naszego śląskiego chorzowskiego zoo.
Z nieba palące słońce, wszystkie zwierzęta wygrzewały się na swoich wybiegach, ludzi malutko, mieliśmy luz, blues. Zimne lody, karuzele, place zabaw, dinozaury, tygrysy, małpy,  można byłoby wymieniać i wymieniać, a naszą uwagę i tak najbardziej przykuły niedźwiedzie wylegujące się na dworze. Kacper był tak szczęśliwy ich widokiem , że postanowiliśmy przy nich trochę posiedzieć na ławce. 



Są piękne świadectwa, więc i nagroda musi być konkretna. 
Po powrocie z zoo, spakowaliśmy dzieci, i pojechali z dziadkami odpocząć na Mazury. A jak będą grzeczni to potem z rodzicami w góry :-). Wrzesień zaś morze i turnus rehabilitacyjny, czyli będziemy nadrabiać miesiąc wakacji.
świadectwo Jacka 



niedziela, 21 czerwca 2015

powroty i wyjazdy

Chłopcy wrócili z Warszawy. Wypoczęci i uśmiechnięci, no w końcu po to tam pojechali, żeby trochę ich porozpieszczać, żeby pobyć w innym towarzystwie, a nie tylko nauka, rehabilitacje, codzienne obowiązki.
Mamy to szczęście, iż mimo choroby chłopców, towarzystwo w którym przebywają, całkowicie ich toleruje takimi jakimi są, bo tak jak my wszyscy potrzebują wyrozumiałości, miłości, i najważniejsze akceptacji. Nie potrzebujemy aby patrzano na nas " z byka" lub komentując nie raz nasze trochę inne  zachowanie. Tego nie zmienimy, mimo różnego rodzaju leczenia, czy zajęć rehabilitacyjnych. Trzeba do tego przywyknąć. 
Jesteśmy jacy jesteśmy i albo nas ktoś toleruje, albo niech da nam spokój. 


To moje zdanie. Wiem, że w naszym domu nigdy nie będzie jak w innych domach, gdzie są zdrowe dzieci. Wiem to doskonale, i jakoś w ogóle mi to nie przeszkadza, człowiek do wszystkiego się przyzwyczai, i wszystko zdoła unieść, tacy już jesteśmy.
Jacek jutro rano znów wyjeżdża do Medjugorie, z tego powodu chodzi już od kilku dni cały podekscytowany, i radosny. Wszyscy Go tam bardzo lubią, zresztą świadczy o tym również fakt, iż Jacek za każdym razem ma w/w wyjazd sponsorowany przez ludzi, których my nawet nie znamy, bądź którzy nie chcą się nam ujawnić. To jest piękne. 
Z różnych stron, lub z e-maili słyszę, że Jacek daje ludziom piękne świadectwo swojego życia, i oby tak dalej, niech dziecko robi to co lubi robić, a jeszcze nie jedną życzliwą osobę spotka na swojej drodze. 


środa, 10 czerwca 2015

Niby Integracja

Festyn w Szkole Podstawowej numer 7 jak co roku wypadł świetnie. Przenieśliśmy się w świat hmmm, nie do końca z naszej bajki, a jeszcze kilka lat temu chłopcy czuliby się tam jak ryby w wodzie. Wszystko to za sprawą strasznego harmidru, tłoku na holu szkoły ( wszystko odbywało się wewnątrz budynku ), za głośnego mikrofonu, i dymu z grillowanych kiełbasek. Chłopcy przez pierwsze dziesięć minut tak naprawdę nie wiedzieli co ze sobą zrobić.
 Trochę zagubieni, próbowaliśmy odnaleźć naszą grupę z ośrodka, którą w miarę szybko odnaleźliśmy.
Dostaliśmy Vip-owskie plakietki, i ze wszystkiego mogliśmy korzystać bez kolejki, w tym akurat ukłon dla organizatorów, gdyby nie to, pewnie nie dopchalibyśmy  się na żadne stoisko, a tak z kilku atrakcji skorzystaliśmy.
Zdecydowanie wygrało stoisko z warzywami i owocami, gdzie panowie mogli wybrać dla siebie to na co mieli ochotę, a wiadomo , że Jackowi owoce w zupełności do życia wystarczą, Kacper gustował ogóreczki z pomidorami, zasypane słonecznikiem, oraz z sosem, ale nie wiem jakim. ;-)


Nie mogłoby zabraknąć ulubionej konkurencji braci, a mianowicie układania puzzli na czas.
Dziś niestety nie było to dla nich żadne wyzwanie , gdyż puzzle były wielkości xxl, i sztuk maksymalnie 20 , być może gdyby było 200 to przyniosłoby im to większą frajdę, a tak zajęło im to niecałą minutę, i zabawa się skończyła.


Na koniec Jacek postanowił jeszcze narysować coś z zasłoniętymi oczami, i tu " super " wyrozumiałością wykazała się jedna z pań tam zarządzających.
Powiedziała Jackowi, aby spróbował narysować widelec, i muszę syna pochwalić bo bardzo się starał, mimo iż widelce bardziej przypominały rzodkiewkę :-) Pani stwierdziła  jednak, że jak to taki duży chłopak i widelca nie potrafi narysować (bez komentarza). 


Wypad integracyjny szczerze mówiąc do końca taki nie był, w moich odczuciach poszliśmy tam tylko po to, aby dzieci w szkole mogły popatrzeć, i poobserwować kogoś, kto zachowuje i czasem wygląda trochę inaczej niż wszyscy, którzy ich otaczają, czyli nasze niepełnosprawne intelektualnie dzieci.


niedziela, 17 maja 2015

Bez dzieci

Troszkę ostatnio zaniedbałam wpisy na naszym blogu. Możecie mi wierzyć, że najnormalniej w świecie nie mam czasu, nie wspominając już o wenie do pisania, której ostatnio mi brakuje ;-)
Dziś postaram się choć trochę nadrobić.
Jak wszyscy doskonale wiecie jestem matką niepełnosprawnych dzieci.
Dzieci, przy których mamy mnóstwo pracy, cały czas musimy się dokształcać, aby móc choć w małej mierze pomóc im samodzielnie funkcjonować w przyszłości.Nie zawsze mamy z górki, w sumie to bardzo rzadko,  jak wiele matek dzieci niepełnosprawnych, borykam się z problemami w życiu, ale to temat nie na dziś.
Wiele wysiłku muszę włożyć ja i mój mąż w wychowanie dzieci ,żeby zobaczyć  mały kroczek na przód. Mimo wszystko , nie narzekam, kocham moje dzieci nad życie ,i nie zamieniłabym ich na inne.
Wychowanie chłopców to ciągła walka, ciągłe wyzwania, ale mimo wielu przeszkód, znajdujemy również czas dla siebie.
Tak jest również i teraz. 


 Chłopcy po powrocie Jacka z pielgrzymki, tym razem wyjechali na tygodniowy odpoczynek, z dziadkami, więc, za dużo się nie dzieje, bo odpoczywamy od siebie.
Mimo, iż dzwonią po kilka razy dziennie, i kontrolują, czy w domu wszystko ok, oraz czy regularnie z psem wychodzimy.
Co do odpoczynku to może trochę przesadziłam, myślę tu oczywiście o nas rodzicach.
 Mimo pustego domu , spraw do załatwienia mnóstwo. Jackowi wkrótce kończy się orzeczenie o niepełnosprawności, a co za tym idzie , wie z pewnością każda matka, która ma chore dziecko. Zaczyna się bieganina po lekarzach, potrzebne zaświadczenia, opinie, wnioski itd...itd... na samą myśl o tym jestem nerwowa. 
Ale cóż zrobić, damy radę.
P.S Następny post będzie o tym, z kim Jacek rozmawia godzinami przez telefon ? To akurat całkowita nowość w naszym życiu.



niedziela, 3 maja 2015

Wracamy na pełne obroty

Przepraszamy za ciszę na blogu, ale o czym tu pisać jak się od dzieci odpoczywa :-)
Kacper robi porządki w ogródku swojego
ośrodka 
Jacek pojechał na urlop do Medjugorie, a Kacper kilka dni spędził u babci, tak bardzo tęsknił za bratem, że w ogóle nie chciał spać sam w ich wspólnym pokoju.
Codziennie pytał kiedy wróci jego brat Jacek, i nawet zdarzyło mu się popuścić  kilka razy w gacie, co jak wiecie z poprzednich postów dzieję się tylko wtedy jak naprawdę za kimś bardzo tęskni.
Minęło dziewięć dni bez pierworodnego, trzy bez młodszego z braci, i powrót do domu, jak wiadomo wszystko co dobre, szybko się kończy :-) 
Jacek wrócił dzisiaj z samego rana, i już zdążył wkurzyć całą rodzinkę.
Na szczęście wie kto w domu ma ostateczne zdanie i po chwili się dostosował.
Starszy z braci jak zwykle przywiózł pół plecaka prezentów, część jest dla ekipy ośrodka, a część dla wybranych ;-), ja się tym razem nie załapałam.
Wytęsknionych braci zabraliśmy na przejażdżkę rowerową, na której zrobiliśmy ponad 20 kilometrów.
Od jutra wracamy na zajęcia do Ośrodka, choć myślę, że łatwe to nie będzie po tylu dniach wolnego i spania do 9:00.
Z całą pewnością będzie się już więcej u nas działo, i też wpisy na blogu będą częstsze.

Na koniec chciałabym podziękować wszystkim, którzy przekazali nam swój 1% podatku. 
Kochani, to tak naprawdę dzięki tym pieniążkom możemy bardziej intensywnie rehabilitować braci. 
Doszły mnie również słuchy, że niektórzy nasi Darczyńcy przekazując procent podatku, wpisywali tylko numer KRS, i tym samym przekazali swój procent na Fundację. Te pieniążki oczywiście się nie zmarnują, gdyż Fundacja dobrze je wykorzysta, ale z pewnością nie trafią na subkonto chłopców, i nie będziemy mogli z nich skorzystać.
Tak na przyszłość, wszyscy, którzy chcieliby przekazać je nam muszą koniecznie wpisywać w rubryce 
" Informacje uzupełniające - cel szczegółowy 1%" 
podać:
21323 Petelczyc Jacek
lub
21324 Petelczyc Kacper 





wtorek, 24 marca 2015

Ostatni tydzień

Z naszego wspólnego urlopu pozostały nam tylko wspomnienia. Wszystko co dobre, szybko się kończy, a powrót do codziennych obowiązków po ponad tygodniowej labie do łatwych nie należy.
Od poniedziałku chłopcy zaczęli uczęszczać do Ośrodka, i tydzień również zleciał , ani się obejrzałam. 
W poniedziałek nikt nikogo nie oszczędzał, chłopcy zaczęli zajęcia pełną parą.
 

Jak wszyscy doskonale już wiecie nasz Ośrodek jest najlepszy na świecie, i nudy w nim brakuje, więc we wtorek kolejne zajęcia, i kolejna rozrywka, czyli Warsztaty artystyczne organizowane przez Panią Magdalenę - pisanie ikon prawosławnych. Spotkanie w ramach projektu "sztuka sakralna-razem patrzymy na Boga". Zajęcia integracyjne z uczniami Gimnazjum nr 11 w Tychach. Warsztaty prowadzone przez Panią Halinę.
























We wtorek w  Ośrodku odbyła się Msza Święta, na którą zostali zaproszenie również rodzice wychowanków. I tu Jacek grał pierwsze skrzypce,nawet  nie pozwolił swojemu młodszemu bratu  nieść darów do Ołtarza, stwierdził ,że we wszystkim poradzi sobie sam. I tak przed Mszą bracia Petelczyc mieli ze sobą mały zgrzyt :-) , mimo płaczu Kacpra, Jacek i tak postawił na swoim.






Było również topienie Marzanny, to tak w ramach relaksu :-), zdjęcia na naszym facebooku.
W czwartek po tygodniowej przerwie pojechaliśmy poćwiczyć koordynację chłopców, czyli witajcie konie :-)
Zauważyłam, że chłopcy już się do nich przyzwyczaili, potrafią już pięknie stawać na strzemionach i przejść tak całe okrążenie, choć największą frajdę wciąż sprawia im jazda tyłem, ale dlaczego , hmmm tego jeszcze nie wiem, w sumie to chyba mogą coś lubić tak po prostu ;-).



W piątek natomiast pojechali na wycieczkę do  Studia Filmów Rysunkowych w Bielsku Białej, celem odwiedzenia Bolka i Lolka.
Z tego co opowiedzieli , a jak wiecie nie jest to ich mocna strona było spoko, i mamo już się nie dopytuj ;-)
Pan przewodnik pokazał  dzieciom jak tworzy się bajki, ich bohaterów. Jak uzyskać odgłosy wiatru, stukotu kopyt, skrzypienie drzwi i plusk wody. 

Źródło Orew Tychy


poniedziałek, 16 marca 2015

Tyskie morsy nad morzem

Panowie stwierdzili, że jak się wchodzi to na stopach czuć
jakby mrowienie z zimna, zresztą nogi mieli bardzo czerwone.
Ale jak widać zabawa była przednia :-)
Przepraszam, że tak późno piszę o tym co zapowiadałam na facebooku, ale po powrocie do domu było tyle rzeczy do załatwienia, że nawet komputera nie wypakowaliśmy z torby.
Wypoczywaliśmy nad morzem całe 10 dni, było świetnie. Z roku na rok mamy z chłopcami coraz łatwiej, co zdecydowanie pomaga nam naładować akumulatory.
A po za tym codziennie spędzony wspólnie czas, długie spacery, i totalne szaleństwo zbliżyło nas do siebie jeszcze bardziej.
Mogłabym cały czas zachwalać morze zimą, było cudownie. Zero ludzi, puste plaże, basen w hotelu tylko dla nas i wiele innych plusów zimowego wyjazdu.
Wariactwa nie było końca. 
Nie pamiętam dokładnie, ale było około
czterech stopni. Wiem jednak, że mama
ubrana była w puchową ciepłą kurtkę,
czapkę, kombinezon i getry pod spodem :-)

Ale wiem, że czekacie na zdjęcia tylko dla dorosłych :-) ha , ha . Zdecydowałam jednak , że ta różowa seria zostanie tylko i wyłącznie w mojej kolekcji ;-), wspomną tylko, że przebierali się bez żadnego skrępowania , gdyż jak już pisałam wyżej nikogo na plaży nie było, więc totalny luzik. 
Panowie postanowili wykąpać się w morskiej lodowate wodzie. Mi na samą myśl o wejściu do wody robiło się zimno, ale jak już pisałam chyba jestem skazana na całe życie z wariatami.
Przed wejściem do lodowatego morza
potrzebna jest porządna rozgrzewka,
i tutaj chłopcy perfekcyjnie się
przygotowywali ;-)

Po wyjściu z wody każdy samodzielnie musiał
się ubrać. Nie było, że ręce zamarznięte, i się
nie da skarpetki nałożyć ;-)

piątek, 13 marca 2015

Kołobrzeg zimą

Przystojniacy mamy, a w tle
molo Kołobrzeskie
 

W Kołobrzegu pierwszy raz w życiu
zaatakowały nas Mewy.
Przerażony Kacper stwierdził, że Ewy już nie lubi :-)

Niech mi ktoś powie, że zimą nad morzem
są nudy...
Nic z tych rzeczy, jest super!

Kiedy atak morskich ptaków przeżyliśmy ,
chłopców dopadły głodne łabędzie.
Były tak chytre, że jeden złapał tatę za palec,
myśląc, że to smakołyk ;-)
Będąc w Kołobrzegu koniecznie trzeba zwiedzić
Port, jest naprawdę super

Jak pospacerujecie po Porcie , koniecznie
zobaczcie go z góry.
Za chłopakami latarnia :-)

czwartek, 12 marca 2015

Morze, tylko zimą


Poranek. Wstaliśmy o 6:30, a za oknem.....morze, i nic więcej, piękny widok!
Jest cudnie, aż żyć się chce. Potrzebne nam są takie chwile, spędzone razem. Tylko my, dzieci, i nikt więcej.
Jest drugi dzień naszego pobytu nad morzem, piękna pogoda, słońce grzeje tak jakby ,to już była wiosna do nas zawitała.
Chłopcom i tacie trochę przygrzało i postanowili wejść do wody , przypomnę, że to podejście drugie.
Sceptycznie nastawiona do tego pomysłu mama , po wielu prośbach machła ręką i dała panom wolną rękę.
Położyłam się na piasku, dosłownie na minutkę, a moje ekipa była już rozebrana i w wodzie :-)

To było totalne szaleństwo, które przyniosło dzieciom tyle radości, że z pewnością zapamiętają te chwile na długie lata.

Małym twardzielom , wyjść z wody
musiał pomóc tata :-)
Po krótkiej kąpieli w morzu przyszedł czas na
zapasy, i tutaj dzieci postanowiły udusić
tatę ;-)
Jeśli chodzi o naszą rodzinkę, jest to jeden z lepszych wypoczynków, jakie mieliśmy,
Polecam wszystkim nasze morze bałtyckie zimą, jest świetnie, nie ma ludzi na plaży, można robić dosłownie wszystko, dzieci mogą biegać, krzyczeć, szaleć na całego, i nikt na nas krzywo nie patrzy, nikt nas nie ucisza, czujemy się 
swobodnie.



 Hotel w którym przebywamy jest może z sześć osób, i tutaj również duży plus, gdyż basen mamy do dyspozycji, praktycznie należy tylko do nas, gdyż nikt inny z niego nie korzysta. Chłopcy mogą szaleć do upadłego, Na stołówce, również uczą się samodzielnie nakładać sobie śniadanie, mniej więcej wyliczyć ile mogę zjeść, i tu również nikt nam nie przeszkadza, że np. widelec spadnie, lub chłopcy głośno zadają różne pytania.
Jest super pod każdym względem, i dla nas morze od teraz będzie tylko zimą.