Wpłaty na leczenie chłopców prosimy kierować na konto Fundacji

Alior Bank
42 2490 0005 0000 4600 7549 3994
Tytułem:
21323 - Petelczyc Jacek lub 21324 Petelczyc Kacper
- darowizna na pomoc i ochronę zdrowia

Przekaż 1% podatku

W formularzu PIT wpisz numer:
KRS 0000037904

W rubryce „Informacje uzupełniające - cel szczegółowy 1%” podaj:
21323 Petelczyc Jacek

lub

21324 Petelczyc Kacper

Szanowni Darczyńcy, prosimy o zaznaczenie w zeznaniu podatkowym pola „Wyrażam zgodę”.

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą panowie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą panowie. Pokaż wszystkie posty

środa, 25 lutego 2015

Nasza droga do Ośrodka

Otrzymuję od rodziców, zwiększona liczbę korespondencji dotycząca kształcenia dzieci.
W waszych pytaniach, pojawiają się zapytania co jest lepsze dla dziecka ,szkoła integracyjna , czy specjalna....itd...
Nie będę nikogo kierować, do żadnej z tych placówek, gdyż kochani rodzice każde dziecko jest inne.
Jeśli chodzi o moje osobiste odczucia, to nasze integracyjne szkoły są dla dzieci gorzej uczących się i to moje zdanie.
Efektywność społecznej integracji dzieci niepełnosprawnych w znacznym stopniu zależy od odpowiedniego przygotowania nauczycieli do pracy z nimi.
I w tym temacie dużo bym zmieniła, bo w większości sytuacjach nauczyciel nie ma odpowiedniej wiedzy i podejścia do dziecka niepełnosprawnego, co innego jest w ośrodku. 



Ja mam to porównanie z Jackiem, który chodził do integracyjnej szkoły, i w której było mu dobrze, ale tylko w klasie I-III, miał On nauczyciela wspomagającego , który okazał się być fantastycznym człowiekiem, i który bardzo się dla Jacka starał. Im natomiast niepełnosprawne dziecko 
( mówimy tu o moich chłopcach) jest starsze tym w szkole było coraz gorzej.


Nauczyciele w ogóle się nim nie przejmowali, jak były dodatkowe zajęcia , w których miał być sam na sam z wychowawcą , pani nauczycielka brała jeszcze dwójkę innych dzieci ( słabiej uczących się ), z którymi odrabiała lekcję, a Jacek rysował, lub nie robił nic.
Potem rówieśnicy zaczęli dokuczać starszemu z braci. Pod koniec naszego pobytu w szkole Jacek nie chciał już  do niej chodzić, i nie chodził.
Szybko załatwialiśmy przeniesie do Ośrodka ,do którego uczęszczał już młodszy z braci.
Oczywiście w szkole były też i dobre momenty, ale tylko w klasie I-III.
Szkoła integracyjna nauczyła starszego z braci samodzielności, potrafił radzić sobie sam na przerwach, przebrać obuwie, jak również po lekcjach przejść na świetlicę. 
Nie było tylko źle , żebyśmy się zrozumieli, dobrych chwil też mamy kilka, choć zdecydowanie za mało.
 Według moich doświadczeń , dziecko z zaburzeniami np. na przerwie ,musi radzić sobie same. Nauczyciel nie ma czasu poświęcać mu całej swojej uwagi. 

Już pisałam post na temat szkoły , jeśli macie ochotę zapraszam do ponownej  lektury
 http://braciapetelczyc.blogspot.com/2013/02/integracyjne-specjalne.html

Jeśli chodzi o nasz Ośrodek , nie zdarzyło mi się jeszcze być z czegoś niezadowoloną.
Widzę ile radości chłopcom przynoszą zajęcia, jak lubią do Ośrodka uczęszczać, jak czują się tam spełnieni, jak mogą pomagać, uczestniczyć w wyjściach i wiele, wiele innych.
Opiekę mają zapewnioną non-stop. 
Z każdym nauczycielem można porozmawiać, dzielić się obawami,radościami .  W wielu sytuacjach , nawet w wolnych chwilach poświęcają nam swój wolny czas.
Śmiało mogę napisać, że nam się udało.
Moje dzieci mają zapewnione wszystkie niezbędne rehabilitację, są tolerowani i szanowani, czyli tak jak być powinno wszędzie.
Trzeba tylko pamiętać, że w każdej placówce to dziecko jest najważniejsze, dla każdego trzeba dopracować indywidualny plan zajęć, a szkoły integracyjne zaopatrzyć w nauczycieli, którzy mają podejście , i którym się naprawdę chce.


niedziela, 1 lutego 2015

Relacja

W piątek Wszyscy wychowankowie, wraz z rodzicami zostali zaproszenie na bal karnawałowy, organizowany przez nasz Ośrodek.
Bal organizowany jest co roku w styczniu. Wstyd się przyznać, ale do tej pory byliśmy na nim tylko raz, a to za sprawą starszego z braci, który za żadne skarby nie chciał nigdy uczestniczyć w zabawie.
Jednak w tym roku zostaliśmy przyciśnięci do muru przez naszą panią dyrektor, która wręcz zażądała naszego uczestnictwa. W sumie ma rację, w końcu cała kadra ośrodka, przygotowuje się do tego z ogromnym zapałem. Nic przecież samo się nie zrobi.
Tak więc obiecaliśmy, że w tym roku będziemy.
Mimo iż przed wyjściem były małe protesty Jacka , udało mi się wyciągnąć ich z domu.
Pojechaliśmy na salę wynajętą przez Ośrodek na 10:00.
Wiemy wszyscy doskonale, że jak OREW Tychy za coś się zabiera, lub organizuje  , to z pewnością będzie to na "wypasie", i nie pomyliliśmy się , ani trochę.
Na sali czekał już na wszystkich gości klaun wodzirej, który już w pierwszych sekundach imprezy rozruszał towarzystwo. No może za wyjątkiem kawalera Jacka, który musiał wejść w klimaty balu ;-)

Za sprawą wielu zabaw i konkursów, w których chłopcy brali udział, imprezka nabierała rumieńców ;-). Nie ma bowiem wątpliwości, że dzieciaki nie potrafiłyby się same bawić, gdyby nie świetna organizacja i szalejący na parkiecie kolorowy facet, który po chwili rozruszał  nawet Jacka ;-)



Cali spoceni chłopcy, jak i reszta gości zostali zaproszeni na pyszne ciasto, które oczywiście upiekły nasze kochane panie z Ośrodka, w tym temacie są mistrzyniami świata.
Rodzice poczęstowani zostali gorącą kawą, a dzieciaki soczkami.
Po ostudzeniu emocji wróciliśmy na parkiet. 


W drugiej części wspólnej zabawy, nie potrafiłam już zrobić chłopcom ładnego zdjęcia, nie siadali na krzesła, nawet na sekundę. Dlatego też zdjęcia fatalnej jakości.
Konika na biegunach poprowadził Kacper, a Jacek w tym czasie zatańczył chyba z wszystkimi paniami ( i pomyśleć, że nie lubi takich imprez ) .



Impreza w takim tempie wiecznie jednak trwać nie mogła.
Wykończony Jacek zaczął wydzwaniać po posiłki, które mogłyby odtransportować Go do domu.


 Nie mogliśmy jednak wyjść bez popisowego numeru młodszego z braci.
Całą imprezę czekał aż dj puści mu gangnam style, aby mógł trochę zaszaleć. Doczekał się mój Niuniu i był ogień.....  


















Wszyscy super się bawiliśmy. Dziękujemy załodze Ośrodka za zaproszenie.
P.S Już nigdy nie opuścimy takiej zabawy :-*



niedziela, 25 stycznia 2015

Dzień z życia

Sobota.  To jeden z dwóch dni w których rodzice mogą dłużej pospać.
Więc, jeśli ktoś w domu ma zamiar wstać o 7:00  musi być cichutko żeby nikogo nie obudzić, i oczywiście zrobić śniadanie.
Tym razem trafiło na Jacka.
Wstał pierwszy i przygotował kiełbaski.
Zuch chłopak :-)

Po śniadaniu, jak co tydzień wyruszyliśmy na szybkie zakupy.
W tygodniu mało na to mamy czasu, więc jest to nasz sobotni rytuał.
Zakupy robię zawsze z Jackiem, pozostali domownicy nie lubią z nami jeździć .

Na zakupach standardowo kupiliśmy nowe puzzle sztuk dwie 
:-). Ostatnio ciężko nam jest znaleźć takie, których jeszcze nie mamy. W trzecim sklepie jednak trafiliśmy na nowości.
Po powrocie do domu, Jacek z bratem zabrali się za układnie nowych puzzli. Są w tym naprawdę świetni. Nie zdążyłam dobrze wypakować zakupów, a nowe nabytki dzieci były już ułożone.

Po wypakowaniu rzeczy, ułożeniu puzzli, zabraliśmy się za obiad, i tutaj Kacper wyręczał mamę, mieszał kosztował i świetnie doprawiał. Tak bardzo chciał mi pomagać, że nie mogłam mu odmówić.

Po obiedzie, nie ma mowy na odpoczynek.
Jest tylko chwila na uprzątnięcie talerzy, i na dwór.
Ciepło się ubrali, więc pojechaliśmy na dłuższy spacer. 
Bardzo chciałam ich zmęczyć, aby po powrocie do domu " padli ".
Niestety tak nie było :-)
Chłopcy się w ogóle nie męczą.
Ja nie wiem jak Oni to robią, ale sił mają za dziesięciu.
:-)


Za spokojnie jednak nie mogło być. Młodszy z braci postanowił troszkę się wspinać.
Wszedł więc po drabinkach na szczyt placu zabaw. Nie byłoby w tym nic dziwnego i stresującego, gdyby nie to, że nie potrafił z niego zejść.
Drabinki były bardzo śliskie, a jak wiadomo koordynacja ruchowa chłopców do najlepszych nie należy.
Po kilku próbach, szczęśliwie udało się sprowadzić Kacpra na ziemię.


Na następnych zabawach nie ryzykował już tak bardzo.
Prosił brata, aby mu pomagał.


Po kilku wywrotkach , postanowiliśmy odpocząć i przejść nakarmić kaczki.
Tutaj też za spokojnie nie było.
O mały włos, a tym razem Jacek wpadłby do wody, na szczęście udało się Go złapać w ostatniej chwili.
Byłoby morsowanie w kurtce. ;-)



Pełna wrażeń mama, miała już dość. Postanowiłam zapakować chłopaków do auta, i pojechaliśmy zagrzać się do babci. Po szybkiej kawie i herbatce dla chłopaków poszliśmy do kina.
Jacek zdobył gdzieś... (nie wiem gdzie ) kupony na tańsze wejściówki, więc przy okazji skorzystaliśmy. 
Tam mama miała chwilkę żeby odpocząć.:-)
Myśląc, że chłopcy mają już dosyć wrażeń na dzisiaj, wróciliśmy do domu.
Okazało się jednak, że jestem w błędzie.
Wpadli do domu, ubrali kąpielówki, i poszliśmy na basen. 

 Po dniu pełnym wrażeń padli....ale dopiero o 23:00 :-) 


sobota, 8 listopada 2014

Zakupy

Dziś spędziłam cały dzień sama z chłopcami. Raz na jakiś czas jest nam to bardzo potrzebne.
Ale tak szczerze mam dość. Matko kochana, oni skrzeczą cały dzień, nawet na sekundę buzie im się nie zamykają. Co dwie minuty słyszę mamo!!!, a co robimy jutro, mamo a dziś jest weekend, mamo, a jutro idziemy do kościoła, i tak cały dzień. Mam na dzisiaj dość. Nawet teraz pisząc posta jestem z nimi w pokoju, a oni cały czas się kłócą, biją, i denerwują nawzajem. Oczywiście matka się nie wtrąca, czekam cierpliwie, aż zacznie się płacz i wtedy na 100% wybuchnę, bo po całym dniu stresu i krzyku ,chodzę już jak bomba zegarowa.
Nie da się wytrzymać. Może macie jakieś domowe sposoby na uspokojenie mamy ;-) .


Pojechałam dziś z chłopcami po buty, bo zima nadchodzi, a oni w adidaskach zasuwają.
W sklepie łatwo nie było, mierzyli wszystkie dostępne męskie buty. Bardzo zależało mi , aby kupić im buty na rzepy, one bardzo ułatwiają nam życie.
Ale jak się okazało w czterech sklepach do których zawędrowaliśmy, butów w rozmiarach 38 i 35, nie ma na rzepy, ( no może 35 by się znalazły, ale te co nam się podobały to nie było rozmiaru ), więc kupiliśmy na wiązanie ,i tu mamy  mały problem, bo cholewka jasna, już widzę te nerwy, na sznurówki. 

Mimo iż Jacek zawiąże, to robi to za słabo, i buty co chwilę się rozwiązują. Nie wspominając już o Kacprze, który o wiązaniu nie ma zielonego pojęcia, a jak już chce sam spróbować, to mama ma potem godzinę, nie powiem gdzie 
;-), na rozplątywaniu supłów, które zrobi perfekcyjnie.
Nie wiem, jak przetrwamy z tymi sznurówkami, ale wiem, że nadszedł ten czas, aby zabrać się za ostre trenowanie. 
I tu po raz pierwszy nie wiem jak to zrobić, jak wzmocnić palce Jacka, aby porządnie zawiązał buty, a co do Kacpra, to będzie to totalny kosmos, bo młodszy z braci nie jest w tym dobry, i mimo chęci i wielu prób, nie idzie mu to w ogóle.
:-( 


poniedziałek, 8 września 2014

Pierwszy dzień terapii Tomatisa

Z wielkimi obawami czekałam , co przyniesie nam dzisiejszy dzień, a konkretnie pierwszy dzień terapii Tomatisa, jak panowie wytrzymają dwie godziny słuchając przez słuchawki muzyki, która na dodatek nie jest ich ulubioną, zdecydowanie wolą słuchać i śpiewać szanty :-)
Jak już pisałam zaczęliśmy dzisiaj i przez najbliższe trzy tygodnie po dwie godziny dziennie, będziemy realizować plan terapii.

Jak to wyglądało.
Pierwsze pół godziny wytrzymali nawet spokojnie, lecz po tym czasie chłopcy musieli już robić coś dodatkowo, więc pani prowadząca wymyślała im co chwile nowe zadania. Było rysowanie, skakanie, siłowanie się, granie w łapki itd... Terapeutka musi zapewniać im 100% uwagi.
Zdecydowanie trudniej jest wytrzymać Jackowi, więc po godzinie musieli wyjść na siusiu, i po załatwieniu tych czynności powrót do słuchania.
Jacek zmęczony wymyślał co chwilę , że mu się już nie chce, i że jest zmęczony, na szczęście był do opanowania i z pierwszego dnia wszyscy jesteśmy zadowoleni.

Pierwsze co mi powiedzieli wsiadając do auta to , że uszy ich bolą ;-)
Powiedzieliśmy A, więc teraz muszą to wytrzymać, i nie ma mocnych!
Jakie mają być tego efekty.
No więc tak: 
Przede wszystkim koncentracja na tekście ma być lepsza, lepiej powinni wypowiadać wyrazy, uważniej powinni słuchać tego co się do nich mówi, powinni lepiej rozumieć czytane teksty, natomiast po tej drugiej sesji będą robić ćwiczenia z mikrofonem, i wtedy już będą słuchali samych siebie i .....już nie pamiętam co tam jeszcze było ups...:-).
Ale z pewnością to opisze, jak już będziemy tak daleko, i będę miała dokładniejsze informację.
Postaram się na bieżąco pisać o tej terapii, wszystkim zainteresowanym mamą, które mnie bombardują wiadomościami. Słowo!  ;-) przy okazji wszystkie pozdrawiam.
Siatkówka teraz na tapecie, więc
szykujemy piłkę dla przyszłych Mistrzów
Świata :-)

niedziela, 31 sierpnia 2014

Co ich różni / przerwa basenowa

W związku z coroczną przerwą technologiczną , chłopcy mają miesiąc odpoczynku od treningów na basenie.
Trochę szkoda, bo ostatnimi czasy jesteśmy tam codziennie
 :-), w końcu to jest to, co dzieci lubią najbardziej, ale cóż pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć.


Bardzo chciałabym Wam pokazać, co oni wyprawiają pod wodą, bo to naprawdę jest niesamowite.
Wychodząc z domu 
codziennie na basen bierzemy ze sobą cztery resoraki, a po co? No po to żeby je wyławiać z dna. I tak  wrzucamy je na głębokość 3,80m, a
chłopcy, już bez żadnych problemów je wyławiają , co jest dla nas rodziców totalnym szokiem!
Mama żeby zanurkować zasłania nos, oczy, i w ogóle wszystko co się da ;-),  bracia natomiast z otwartymi buziami, uśmiechami na twarzy nurkują na ładnych kilka sekund .
Codziennie widząc nasze rodzinne wodne szaleństwa dołącza do nas kilkoro dzieci, z prośbą aby ich też nauczyć tak schodzić pod wodę, i tak prócz naszych nadpobudliwych dwóch, mamy jeszcze kilka nie naszych do nauki :-), na razie  dajemy radę, a raczej tata daje, i tak trzymać.
Na dzień dzisiejszy nie mam odpowiedniego sprzętu, aby nagrać to na kamerce, ale załatwię , i obowiązkowo wrzucę na bloga, bo to serio wygląda jakby nurkowały ryby ( takie trochę bardziej wykarmione :-) , a nie moje dwa gagatki ;-) 


Dziś po wielu próbach , starszy z braci odważył się potrenować skoki na główkę.
Zawsze myślałam , że to takie bezstresowe dziecko, i niczego się nie boi, ale jednak z wiekiem człowiek mądrzeje, i mój Jacek jak się okazało również. Dzięki Bogu ! 
( bo już się martwiłam, że zawsze będę musiała myśleć za niego )
Prób do skoku było aż 30, oczywiście tłumaczenia, co wolno , a czego nie, przez pół godziny, bardzo cieszy, jak dziecko zastanawia się nad konsekwencjami czynów, a te Jacek zna już chyba wszystkie, oczywiście mówimy tu o skokach na główkę.

Wkurzony ciągłym gadaniem mamy 
w końcu spróbował , Jego skoki na główkę wyglądały bardziej jak przewroty w przód, ale bardzo ostrożny Jacek tak czuł się pewniej.
Jeden skok miał  tak głośny , że połowa ludzi na basenie spojrzała się w naszą stronę , a to wszystko za sprawą skoku na dechę, biedaka , aż brzuch zapiekł, ale tak szczęśliwego dawno Go nie widziałam ;-) Wyszedł z wody dumny i blady.


Mama, z tatą byli bardzo sceptycznie  nastawieni do tego co na dzień dzisiejszy zaplanował nasz pierworodny, ale z drugiej strony, stwierdziliśmy ,dlaczego nie , w końcu za chwilę skończy 14 lat, i dodatkowo wszyscy jego koledzy na basenie również tak skaczą, lub są w trakcie uczenia się, więc niech próbuje.
Kto wie może będzie z niego skoczek, lub świetny nurek, choć to drugie zdecydowanie wychodzi mu lepiej.
Jeśli chodzi o młodszego z braci ten, nie jest jeszcze gotowy na takie szaleństwa, Kacper wszystko dokładnie analizuje i w wielu sytuacjach jest bardziej wystraszony jak Jacek.
 Zresztą bracia  różnią się od siebie praktycznie wszystkim . Jacek wszystkiego chce próbować, Kacper znów tylko tego co mu pasuje, i w czym czuje się pewnie.
Jacek zjada kilogramami owoce, zaś Kacper siedziałby tylko w mięsie i pysznych kiełbaskach.
Jacek lubi dżinsy, a Kacper tylko dresy, 
Kacper lubi grać w x box-a , a Jacek nawet uruchomić go nie potrafi ,mogłabym tak wymieniać i wymieniać.
Na szczęście do szkoły lubią chodzić obydwoje, choć Kacper zawsze ma problem ze wstawaniem, a to już jutro huuuraaa,.
Pójście chłopców do szkoły najbardziej jednak i tak cieszy rodziców.
Więc od jutra zajęcia w OREW, a przez najbliższy miesiąc robimy przerwę w pływaniu i nurkowaniu.
A już wkrótce filmik z nurkowania.





czwartek, 7 sierpnia 2014

Energylandia

Zapewnić rozrywkę chłopcom przez 12 godzin to nie jest łatwa sprawa, tym bardziej że nie mają teraz żadnych obowiązków , no może poza posprzątaniem pokoju ;-).
Sierpień to taki miesiąc w którym to odliczamy dni do rozpoczęcia nowego roku szkolnego.
Jesteśmy tzn. mama z tatą już wymęczeni na maksa. 
Codzienne baseny po kilka godzin, i nie ważne pada, czy nie pada, pływać trzeba się uczyć, a chłopców choć troszkę zmęczyć. 
Od poniedziałku zaczęliśmy również treningi z naszym trenerem , ekspertem od pływania, codziennie zasuwamy na rowerach, Jacek przejeżdża po kilkanaście kilometrów, a to mama ostatnio chodzi spać przed dziećmi ;-).
Wszyscy bardzo lubimy aktywny tryb życia, ale szczerze to mam już dość.
Chętnie poleżałabym z dwa dni w łóżeczku nie ruszając się tak długo, aż mnie plecy od leżenia zabolą ;-)
Dziś natomiast postanowiliśmy spędzić czas trochę można powiedzieć "hardkorowo".
Zabraliśmy braci na małe szaleństwo karuzelowe.
Oczywiście zaczęło się od wejścia smoka, czyli wpadliśmy, i okrążenie zrobiliśmy w biegu, aby zobaczyli co ich czeka ;-).
Zaczęliśmy od całkiem szybkiej jazdy, na która to Kacper chciał, i nie chciał wejść, ale po krótkiej namowie udało się go przekonać i wsiedliśmy całą rodzinką do wagonika, który zasuwał dużo szybciej niż wyglądało to z boku.
Kacper w połowie drogi stwierdził , że jednak się boi , mimo iż trzymaliśmy się za ręce rozpłakał się nam  wniebogłosy, i na drugą równie ekstremalną stanowczo powiedział " nie jadę!"
Ok , zostaliśmy na dole czekając pół godziny aż dostanie się na nią Jacek z tatą.
W kolejce Jacka mało nie rozniosło, był tak podniecony, że skakał i krzyczał, jak szalony, a gdy przyszła ich kolej , usiedli na krzesełka, zrobił się blady jak ściana, odpiął pasy i jak młodszy brat, stwierdził, że nie da rady. Jacka już nie namawialiśmy, mimo, iż do końca nie był przekonany, czy aby na pewno chce zejść.
Zszedł i lot taty oglądaliśmy już z dołu. 
Tak serio to Jacek żałował, że nie namówiliśmy go na tą przejażdżkę, ale kolejne 40 minut w kolejce by nas wymęczyło na maksa.
Więc szybciutko zabraliśmy ich na drugą stronę, gdzie karuzele były już spokojniejsze, a nawet mogli pojeździć sami w wagoniku, w którym mogli strzelać z pistoletu, a to ich ulubiona zabawa.
Było kino 7d, i wiele innych świetnych zabaw.
Nie we wszystkich wzięliśmy udział, gdyż po około pięciu godzinach przegoniła nas burza :-(, ale nic straconego pojedziemy tam jeszcze!
Co jest ważne!!!
Dzieci z orzeczeniem o niepełnosprawności, wraz z opiekunem mają wstęp i korzystanie z wszystkich atrakcji za darmo, więc tym bardziej warto skorzystać :-)

Jacek już zapięty, na karuzeli ,
ale....
jednak rezygnacja ,
a może zdrowy rozsądek :-)


szaleństwa taty Jacuś oglądał
już z ziemi


                     






Zdjęcie takie sobie, ale
tam ciemno było :-)


czwartek, 31 lipca 2014

Łeba 2014


Wrócili moi panowie z wakacji cali i zdrowi.
Po rozpakowaniu walizek, okazało się, że Jacek przywiózł tyle piasku z plaży, że wystarczyłoby go na uzupełnienie piaskownicy w naszym ogródku   
Do tego jak obiecał starszy z braci zrobił zdjęcie z wakacji z nad morza, które przedstawia .....jezioro.
Sztuk trzy - wszystkie takie same.
Ale kilka zdjęć podebrałam z naszej świetlicy.

Udało się Jackowi zrobić zdjęcie !!!
To jakiś cud :-)

Co do opowiadań chłopców to zbyt dużo się nie dowiedziałam. Pytając jak było odpowiedzieli jednogłośnie " fajnie!"
Na tym opowiadanie o wakacjach się skończyło. Mogę jedynie twierdzić, że starszy z braci tęsknił już trochę do domu, gdyż pod koniec kolonii dzwonił już po kilka razy na dzień, natomiast, gdy wakacje nad morzem się rozpoczynały, musiałam wręcz prosić o telefon, po kilku dniach ciszy w słuchawce ,zdarzyło się również przewrażliwionej mamie  dzwonić do wychowawczyni pytając czy wszystko ok, no nie wytrzymałam :-).

Jak się okazało było i jest w porządku.
Po intensywnie wyczerpującym opowiadaniu o wakacjach ;-) chłopcy nie marnując czasu wyciągnęli nas na basen, chyba ze trzy godziny szaleliśmy w basenie, próbowali nadrobić zaległe treningi, które zaczynamy już od przyszłego tygodnia.
Resztę wakacji spędzimy już na miejscu, jeśli tylko pogoda dopisze, będziemy na basenie codziennie, i to tak długo aż panowie Petelczyc nie padną :-).

Cieszę się , że mam ich już w domu. 



Udało się złapać też Jacka
Pierwszy z lewej machający przystojniak
to mój syn pierworodny :-)