
Chcę w tym poście podzielić się z Wami naszymi doświadczeniami odnośnie szkoły, przedszkola dla niepełnosprawnego dziecka ( mowa tutaj o moim Jacku ).
Zaczęliśmy od przedszkola integracyjnego nr 29 w Tychach i śmiało mogę je polecić, Jacuś miał tam mnóstwo zajęć i miłości, panie nawet na spacerze na różnych zabawach realizowały rehabilitację.
Jacek miał zajęcia z oligofrenopedagogiem, surdopedagogiem, logopedą, psychologiem, czasem nie chciał z przedszkola wychodzić. Także przedszkole integracyjne według nas jest na OK!
Teraz szkoła i tu będzie trochę więcej:
Jacuś zaczyna pierwszą klasę
Istotą integracyjnego kształcenia jest indywidualne podejście do każdego dziecka Pani Kasia wychowawczyni Jacka w klasie I-III świetnie sobie z tym poradziła ( pomyślałam wtedy jak dobrze że znów się udało trafić na wychowawczynię która ma podejście do Jacka).
Efektywność społecznej integracji dzieci niepełnosprawnych w
znacznym stopniu zależy od odpowiedniego przygotowania nauczycieli do pracy z nimi.Pani Kasia okazała się fantastyczną nauczycielką przez te całe 3 lata, prowadziła i traktowała Jacka jak swojego syna, gdy opowiadała o Jacku zawsze mówiła " Mój Jacuś" , a ja byłam całkowicie spokojna o syna, gdyż Pani jak i cała klasa świetnie opiekowała się Jackiem, a w trudniejszych chwilach zawsze byli skłonni do pomocy.
Klasa III się skończyła, Jacuś zrobił nie duże postępy w nauce mimo dużego zaangażowania pań nauczycielek ,pani Grażynki logopedy,i pani pedagog( serdecznie pozdrawiamy). Postanowiliśmy wspólnie wydłużyć Jackowi okres edukacji ponieważ w IV klasie nie miał szans sobie poradzić ,musiał jeszcze raz realizować program z trzeciej klasy problem był w tym że nie mógł już tego robić ze swoją klasą. Pomyślałam wtedy " damy radę " , znając Jacka i jego pozytywne nastawienie do życia szybko się aklimatyzuje, a dzieciaki go polubią. Mamy wrzesień rozpoczęcie roku szkolnego, poznajemy nowe Panie nauczycielki i ich uczniów.
Po pierwszym tygodniu nowa wychowawczyni Jacka prosi mnie na rozmowę i tłumaczy że musi wrócić z Jackiem do klasy I i od początku realizować program no ok ,doskonale zdawałam sobie z tego sprawę. Mija miesiąc codziennie widzę się z klasą Jacka, którą po części zaakceptował ale.... no właśnie jest jakieś ale... do końca nie wiem o co chodzi ale coś mi nie pasuje. Jacek w ogóle nie robi postępów wręcz przeciwnie robi się bardziej pobudzony i głośny, postanawiam porozmawiać z wychowawczynią, która mówi mi że nie jest w stanie zrobić z Jackiem całego materiału na lekcji bo ma jeszcze piątkę innych dzieci (z integracji), które jej przeszkadzają, i tu lampka już mi się zapaliła. Na następny dzień Jacek siedzi na parapecie z połamanymi okularami , okazuje się że pobił się z nowo poznanym kolegą . Mijają kolejne dwa dni odbieram Jacka ze szkoły pytam jak było? co robiłeś?, a on do mnie " Mamo ja nie zdałem?! wszyscy mi tak mówią" pomyślałam cholera jasna!!! co jeszcze! Długo nie musiałam czekać. Na następny dzień, pojechałam po Jacka wcześniej niż zwykle, a tu przed szkołą widzę wsiadającą klasę Jacka do busa, czyżbym o czymś zapomniała? Jacek nie miał nic napisane że jadą z klasą po lekcjach busem.. wchodzę do szkoły ( pamiętam to jakby było wczoraj) Jacuś jest na świetlicy, pytam go gdzie pojechała jego klasa i dlaczego on nie pojechał? Odpowiedział mi dosłownie tak:
" bo oni pojechali do biblioteki" na to ja pytam " a dlaczego Ty nie pojechałeś" Jacek odpowiada " bo Pani powiedziała że nie umiem czytać i mam siedzieć na świetlicy"!
Tego było już za dużo zabrałam go z tej szkoły i zaraz w tym samym dniu zaczęłam załatwiać przeniesienie do Ośrodka , z pseudo wychowawczynią sobie porozmawiałam i poinformowałam o tym dyrekcję.
Trzy dni później Jacek był już w OREW, I ZNÓW JEST TAK JAK BYĆ POWINNO!
Jacek znów jest doceniany, kochany, szanowany , czuje się w Ośrodku wspaniale, są rzeczy w których jest najlepszy, co bardzo motywuje Jacka do dalszej pracy, a ja w końcu jestem spokojna.